Podróż do źródeł sztuki
Artystka i filozof czyli Izabela Ołdak w rozmowie z Mirosławem Pirógiem*

Izabela Ołdak: Czym jest jungowska metoda poznania?

Mirosław Piróg: Sposób poznania człowieczego wnętrza zależy według Junga od tego, jak głęboko chcemy dotrzeć. Możemy zgłębić czyjąś nieświadomość indywidualną albo też sięgnąć głębiej – w nieświadomość zbiorową. W tym pierwszym przypadku wystarczy pogłębiona autoanaliza albo badanie prowadzone przy pomocy analityka. W drugim przypadku otwieramy się na wpływ przekraczający nasze biograficzne doświadczenia i dlatego musimy sięgnąć do odpowiedniego materiału porównawczego. Odwołujemy się tu do systemów symboliki religijnej, do odniesień mitologicznych. Tu zaczyna też odgrywać dużą rolę sztuka. Jeśli zdefiniujemy sztukę jako wyraz, a zarazem jako próbę uchwycenia odmiennego stanu świadomości, to okaże się, że gra ona istotną rolę w procesie samopoznania. Jej zadaniem okazuje się odsłanianie tego, co zakrywają słowa. Tworzenie obrazów, malarstwo, jest w tej perspektywie sięganiem do pierwotnych warstw ludzkiej psychiki i utrwalaniem powiązanych z nią treści.

 oldakowska pirog 372151935176819

 Izabela Ołdak i Mirosław Piróg, fot: Paweł Kołaczkowski, 2012.

IO: Przypatrując się sobie i życiu otaczających mnie ludzi, zastanawiam się, na ile jesteśmy w stanie przeprowadzić taką autoanalizę, oddzielając warstwy naszych pragnień, od zakodowanych programów, doświadczeń z dzieciństwa, norm i wymogów społecznych czy ram kulturowych i tradycji. Do tego indywidualna jaźń jest połączona z bazą informacji płynącej z nadświadomości – z doświadczeń pokoleniowych, bądź też, jeśli wierzymy w reinkarnację, z poprzednich wcieleń. Wygląda więc na to, że nasze indywidualne poznanie, nie jest jedynie sumą tych czynników, ale stanowi składowe nas samych, a rozróżnienie poszczególnych wpływów pomogłoby nam odzyskać pełnię władzy nad swoim życiem, budując tym samym odpowiedzialność za to jak żyjemy i kim jesteśmy. Już sama obserwacja własnego zachowania, pozwoliłaby nam dostrzec powtarzające się wzorce, np.: schematy behawioralne, myślenia a nawet percepcji. Do tego dochodzą jeszcze zapotrzebowania naszej duszy i przeznaczenie, podsyłające różnego rodzaju obrazy, zdarzenia, sny, które powodują, że rozpoczyna się proces autorefleksji. W tym przypadku zgadzam się, że ważną rolę odgrywa sztuka, która naprowadza, dostarczając odpowiednich bodźców do tego, by podjąć pracę nad sobą. A czym innym jest taka praca, jeśli nie zwiększoną uważnością i samoświadomością? Czy właśnie do tego doprowadza nas analiza jungowska?

MP: To zaiste trudne zadanie. Ale nikt nigdy nie obiecywał, że samopoznanie to łatwy kawałek chleba. To zapewne najtrudniejsza rzecz w naszym życiu. Poznanie siebie rozpoczyna się wraz z uważną obserwacją tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. By uchwycić i utrwalić efekty owej obserwacji, możemy używać różnych środków. Możemy np. malować to, co podsuwa nam nieświadomość, jak robił to Jung i czego efektem była w jego przypadku słynna „Czerwona księga”, zwierająca szereg obrazów, w których starał się on uchwycić manifestacje swojej nieświadomości. Obrazom tym towarzyszy jego komentarz, będący współczesnym odpowiednikiem tekstów gnostyckich. Proces indywiduacji uchwycony w „Czerwonej księdze” Junga to źródło całej jego psychologii. Być może najważniejsza nauka dla nas wypływająca z dokonań Junga polega na stwierdzeniu, że każdy powinien napisać i namalować taką własną księgę. Tak księga będzie – jak to napisał Jung - „cichym miejscem twojego ducha, gdzie znajdziesz odrodzenie”.

  zrodla 01 oldak

Izabela Ołdak, Źródło II, 150x150cm, akryl na płótnie, 2013

IO: Czy pisząc swoją „księgę życia” trzeba znać teorie o archetypach, by nimi operować?

MP: Zetknięcie się z archetypami jest całkowicie niezależne od naszej wiedzy o nich. Są one autonomiczne i zachowują się jak odrębne osobowości w nas. To raczej one nami operują :). To podobnie jak z mówieniem: „ Mam taką złość na ciebie”, podczas gdy tak naprawdę to uczucie złości ma nas i kieruje naszym zachowaniem. Zatem gdy artysta wchodzi w kontakt z archetypem, poddaje się jego oddziaływaniu. Archetypy są swego rodzaju zbiorową pamięcią ludzkości, a jak dobrze wiemy, bez pamięci nie ma świadomości. Archetypy zawierają w sobie skumulowane doświadczenie całych tysiącleci, dają odpowiedź na fundamentalne pytania, które sobie zawsze stawiali ludzie – ale zarazem są energetycznym impulsem skłaniającym nas do reagowania w określony sposób. Są ludzkim odpowiednikiem instynktów. Moc i treść archetypu przewyższa ludzką świadomość i to ona czerpie z niego, nasyca się jego znaczeniem. Zetknięcie z archetypem bowiem dostarcza świadomości z jednej strony energii, a z drugiej znaczenia. Dlatego artysta może stworzyć dzieło, które jest bez wątpienia jego dziełem, ale które dzięki obecności treści archetypowych jest zdolne poruszyć i pobudzić umysły innych ludzi. Wtedy dzieło przemawia do całej zbiorowości i stanowi dla niej „chleb życia”.

IO: Jeżeli archetypy w niezależny sposób manifestują się w naszym życiu, to są w pewnym sensie podstawową energią, która emanuje z człowieka, bez względu na jego stan psychiki czy też czas i miejsce, w którym żyje. Rozumiem, że kiedy potrafimy świadomie operować archetypami, na przykład rozpoznając je w swoich snach, życiu, w nas samych, czy w postawach ludzi, którzy nas otaczają, wtedy z rozwagą możemy czerpać z ich mądrości. Ale czy takie działania są koniecznością?

  zrodla 02 broll

Urszula Broll-Urbanowicz, Bez tytułu, 64x50cm, akwarela na papierze, 1986

MP: Mądrością jest czerpanie z archetypów, zawierających w sobie skumulowane doświadczenie całych pokoleń ludzkości. Pokusiłbym się nawet na definicję artysty, jako kogoś, kto dzięki umiejętności przetwarzania swego doświadczenia wewnętrznego na dostępne wszystkim przedstawienia wprowadza mądrość w życie.

IO: A zatem wielka odpowiedzialność spoczywa na artystach. Skoro, jak twierdzisz, archetyp niczym emocja potrafi nami zawładnąć i kierować, tym samym zmusza nas do korzystania z dobrodziejstwa skumulowanych doświadczeń ludzkości? Ale czy są to tylko dobrodziejstwa, czy te w gruncie rzeczy archaiczne symbole są nam potrzebne w obecnej strukturze, w której żyjemy? Czy jest to nadal uniwersalny język? Pytam, gdyż spoglądając na swoją twórczość oraz wystawę „Powrót do korzeni", dzięki której się poznaliśmy, odczuwam pewien głęboki dysonans, autentyczny rozdźwięk pomiędzy sztuką symboliczno-transcendentną w odniesieniu do trendów współczesnego artyzmu, jej odbiorem oraz propagowaniem.

MP: Tyle pytań! Zacznę od końca. Twoje odczucie jest rzeczywiście uzasadnione. Sztuka nie zawsze czerpie z głębokich źródeł, nie sięga nieustannie do transcendencji. Zadawala się najczęściej ekspresją „ja”. Ale tym samym odcina się od uniwersalnego języka ludzkości. To podobnie jak z rozwojem języka u dzieci – małe dzieci mają często swój „język prywatny”, niezrozumiały dla dorosłych, a nawet rówieśników. Podobnie artysta może ulegać złudzeniu, że tworzy sztukę, gdy wyraża „siebie” – swoje niepowtarzalne, acz zarazem niezbyt nieistotne „ja”. Dlatego potrzebujemy symboli. Dzięki nim docieramy do innych ludzi i poruszamy ich wnętrze. Nie zostawiamy ich obojętnymi i zdezorientowanymi przed dziełem sztuki. Już kilkadziesiąt tysięcy lat temu człowiek tworzył obrazy na ścianach jaskiń. Ten symboliczny język jest żywy do dziś. Współczesny świat jest tak bardzo odcięty od swych korzeni i pogrążony w czysto zmysłowej konsumpcji, że tylko przypomnienie mu odwiecznych obrazów może spełnić funkcję, którą zawsze miała sztuka – łączenia człowieka z jego światem, ukazywanie mu takich sposobów jego doświadczania, które z powrotem doprowadzą jego duszę do jedności ze światem.

  

Rafał Borcz, Sowa 160x110cm, olej na płótnie, 2011

IO: Czy i w jaki sposób można zrobić analizę jungowską prac artystycznych?

MP: Można próbować patrzeć na obraz jak na sen. Weźmy niesamowity obraz sowy z odciętą głową. Podobnie jak w przypadku analizy marzenia sennego zapytajmy się najpierw o atmosferę emocjonalną emanującą z tego obrazu. Jego oniryczność niepokoi, zagadkowa dekapitacja sowy może nawet wzbudzić lęk. Co oznacza symbolicznie sowa? Jako drapieżny ptak nocny niesie ze sobą wszelkie skojarzenia związane z niebezpieczeństwami ciemności. Jest omenem nieszczęścia i śmierci. Jako zwierzę widzące w ciemności stała się też symbolem wiedzy i przenikliwości, ale w naszym obrazie jest ona właśnie pozbawiona głowy, nie ma oczu przenikających noc. Tu, po krótkiej analizie symbolicznej, można szukać znaczenia tego obrazu. Zwróćmy uwagę, że sama sowa i otaczający ją krajobraz są doskonale widoczne. Widz stoi zatem na pozycji uprzywilejowanej, jest owym sennym wszechwidzącym podmiotem. Tym, co widzi jest stworzenie pozbawione swej istotnej zdolności i to budzi jego lęk. Obraz stawia pytanie egzystencjalne o drogę naszego życia, symbolizowaną przez rzekę. Tę drogę widzimy, acz zarazem nie widzimy, jesteśmy jak ta sowa, mądrzy, ale zarazem ślepi. To tylko skromny przykład. Takie analizy można kontynuować w nieskończoność. Dla Junga kontakt z nieświadomością ma jakby dwie podstawowe formy: kształtowania i rozumienia. W ramach tej pierwszej nadajemy pojawiającym się z niej treściom wypracowaną formę, w ramach tej drugiej staramy się dociec znaczenia tych treści. Nie trzeba dodawać, że ścisła współpraca kształtowania i rozumienia jest podstawą sztuki, która sięga do swych korzeni.

  zrodla 04 przybyla900

Marek Przybyła, Kryształ 100x70cm, tusz, akryl, kredka, 2004

IO: Jaki wpływ może wywierać obraz przedstawiający symbol czy archetyp na widza?

MP: Jeśli obraz rzeczywiście przedstawia motyw archetypowy, to widz nie może mu się oprzeć. Oddziałuje wtedy na jego nieświadomość i reakcje będące tego skutkiem są poza kontrolą świadomości. To przede wszystkim poczucie fascynacji i niesamowitości. Jak mawiał Jung, archetyp przemawia jakby tysiącem głosów, wywierając przemożny wpływ na świadomość. W strumieniu archetypowej energii płyniemy niesieni wzorcami doświadczeń pokoleń ludzkości, odczuwamy, tak jak zawsze odczuwano, ożywiamy liczącego dwa miliony lat człowieka w naszym wnętrzu. Patrzymy wtedy na ludzi sub specie aeternitatis – ich przeżycia to już nie biograficzne perypetie, ale manifestacje odwiecznych problemów. Piękna dziewczyna czy odważny młody mężczyzna jest wtedy dla nas jedynie teraźniejszą konkretyzacją mitycznych postaci; stary, brodaty mężczyzna jest wcieleniem archetypu starego mędrca, a dojrzała kobieta ucieleśnieniem archetypu wiedźmy. I to jest fundamentalny wpływ sztuki na nas – daje ona nam możliwość wykroczenia poza zaklęty krąg personalnych uwikłań i otwiera na transpersonalne przeżywanie rzeczywistości. Tak w każdym razie działa sztuka, która sięga swych źródeł, sztuka magiczna i ezoteryczna, niegdyś zwana świętą. Wyrasta ona z wizji, która jest autentycznym pra-przeżyciem, ciemnym i niejasnym, ale niosącym ze sobą ponadindywidualną energię i znaczenie.

IO: Czy widz musi posiadać wiedzę na ten temat, czy też symbol działa nawet, kiedy jego znaczenie nie jest uświadomione?

MP: To podobnie jak ze snami – nie musimy znać dokładnie znaczenia naszego snu, by go zintegrować ze świadomością. Najważniejsze jest przeżycie, uczuciowy odbiór snu. Tak samo symbol, gdy pobudzi funkcję uczucia, udostępnia nam swój rdzeń. Intelektualne zrozumienie może dopełnić ten proces, gdyż, jak mawiał Hegel, sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu – czyli zrozumienie pojawia się po uczuciu, wraz z nim tworząc pełnię przeżycia. Widz wręcz powinien być zaskoczony, zaszokowany i przejęty przekazem dzieła symbolicznego.

  zrodla 05 borowska

Małgorzata Borowska, Eneagram, 80x80cm, akryl na płótnie, 2013

IO: Skąd w człowieku zdolność do myślenia symbolicznego- uniwersalnego?

MP: Zapytajmy może raczej skąd zapomnienie tej zdolności. Moim zdaniem była ona czymś naturalnym i powszechnym dla pierwotnego człowieka – dla homo religiosusEliadego. To nowożytność i naukowy pogląd na świat pozbawił nas owej symbolicznej perspektywy – od XVII wieku dla większości ludzi świat stawał się coraz bardziej płaski, ograniczony jeno do wymiaru materialnego. A dziś, w XXI wieku, symboliczne widzenie świata wydaje się być zarezerwowane już tylko dla artystów i dla – niektórych – filozofów. Jednak możliwość odzyskania perspektywy uniwersalno-symbolicznej jest zawsze obecna. Nie da się żyć sensownie w świecie, w którym rządzi tylko przyczyna i skutek, ograniczonym tylko do materii. Wbrew zapędom współczesnej neurobiologii świadomość nie jest tylko wytworem aktywności mózgu – jak mawiał Wittgenstein, gdy na wszystkie pytania naukowe uzyskamy odpowiedź, pytanie o sens życia pozostanie dalej bez odpowiedzi. Swoją drogą, nie można nigdy uzyskać satysfakcjonującej odpowiedzi na to pytanie – tylko wtedy, gdy żyjemy pełnią życia, gdy ono przez nas przepływa, gdy nie musimy już pytać – wtedy odpowiedzią na pytanie o sens życie jest sam fakt życia, jego przepływ, który nas porywa i nadaje życiu smak. Mądrość (sapientia) pochodzi od smakowania (sapere) – być mądrym to odważyć się w pełni posmakować życia, poddać się mu. Jung mówił, że anima to archetyp życia – i gdy poznamy jego meandry, uzyskujemy mądrość, otwieramy się na archetyp starego mędrca.

IO: W zupełności się zgadzam. Życie jednowymiarowe, karmiczne, bo przyczynowo-skutkowe nie pozwala nam na pełne wykorzystanie danych nam możliwości i potencjałów. Poza odnalezieniem swojego miejsca w strukturach społeczno-obyczajowych istnieje jeszcze potrzeba zwykłego delektowania się życiem. Pozwolenia sobie na tą właśnie ekstrawagancję, na przeżywanie życia w pełni świadomie, jednocześnie umożliwiając bycie przez zeń zaskakiwanym.

MP: To jest przecież rola artysty. Przeżyć i ukazać innym jak niezwykły jest świat. Przybliżyć smak życia i ukazać jego pociągające piękno. Doświadczanie świata jako piękna jest podstawowym wymiarem leczenia. Jak pisał Dostojewski – piękno zbawi świat.

IO: A jaki jest leczniczy aspekt archetypu?

MP: Archetyp leczy przez to, że doprowadza nas do całości. Jaka to całość? Sądzimy, że nasza świadomość jest nami, że jest wszystkim, czym jesteśmy. Kontakt z nieświadomością zbiorową i jej archetypami pokazuje, jak wiele jeszcze mamy, jeszcze wiele do zrobienia! A konkretnie, możemy mieć jakieś doświadczenia, mniej lub bardziej niezwykłe przeżycia, które wydają się nas wyrywać poza obszar znanej rzeczywistości. Świat naszego doświadczenia nie może się zamykać w obrębie zwykłej, personalnej świadomości. To jego zubożenie, choroba naszego nowożytnego umysłu, pozbawionego wszelkiej transcendencji. Kontakt z treściami archetypowymi leczy owo ograniczenie, otwiera nasze wnętrze na wymiary transpersonalne. Nie jesteśmy cząstkami wyodrębnionym w całości, jesteśmy cząstkami tkającymi nić życia – archetypy doprowadzają nas do doświadczenia samego życia.

IO: Już wiemy, że uniwersalny język archetypów wpływa na nas leczniczo i jak przenika z nieświadomości zbiorowej. Ale by scalić jaźń, trzeba mieć dobry wgląd we własne wnętrze. Jak można je polepszyć, by móc wyłapać również te bardziej subtelne obszary naszego umysłu. Na przykład komunikować się z naszą podświadomością, która przecież spełnia rolę wewnętrznego dziecka, przechowującego wiele traum i negatywnych wzorców wpojonych przez nieumiejętne wychowanie i doświadczenia z dzieciństwa. Jeszcze innym utrapieniem wydaje się być rozmowa z duszą...

MP: Nim dotrzemy do kontaktu z archetypami, musimy uporać się w własnym cieniem, który zawiera niezbyt przyjemne treści... Warto jednak zauważyć, że sztuka często jest traktowana jako autoterapia.

  

Krzysztof Linnike, Kabała. Drzwo życia, 30x40cm, tusz, 2010

IO: Czy to oznacza, że komunikowanie się z własnym wnętrzem może odbywać się tylko poprzez twórczość?

MP: Nie tylko przez twórczość, chyba, że pojmiemy ją bardzo szeroko. Wszystko, co wypływa z naszego wnętrza jest tworzywem dla twórczości. Może to być sztuka, ale też twórcze może być po prostu nasze życie, na co dzień. Czyż nie nazwiemy twórczą osoby, która umie zgromadzić wokół siebie krąg przyjaciół i kultywować więzi przyjaźni w sposób dający poczucie spełnienia jej samej i jej przyjaciołom?

IO: W rzeczy samej. Powracając do tematu archetypu. Kiedy możemy się z nim zderzyć czy mieć bezpośredni kontakt w życiu codziennym?

MP: Kontakt z archetypem może być spontaniczny albo też wywołany jakimiś praktykami duchowymi. Może nas opętać sen, mogą pojawić się zjawiska synchroniczne. Ale też możemy na przykład poprzez wizualizację albo użycie substancji enteogennych zaktywizować jakiś archetyp. Także kolejne fazy naszego życia są swego rodzaju okazją do aktywizowania się archetypów. W drugiej połowie życia doprawdy nie musimy starać się specjalnie, by „dopadł” nas archetyp animy/animusa. Nieświadomość ma swoją własną dynamikę i celowość, która wyznacza cykle naszego życia. Momenty twórczego natchnienia to właśnie chwile kontaktu z archetypem. Wtedy czujemy, że przepełnia nas coś większego od nas, że jesteśmy jedynie naczyniem dla jakieś wyższej, ogólnej energii, która chce przez nas zamanifestować się. I na tym polega kontakt z archetypem – wpierw się mu poddajemy, a potem nadajemy, już bardziej świadomie, kształt treściom, które przez nas przepływają, wprowadzając jakąś maleńką jego cząstkę do świadomości. To dialektyka, którą odnajdujemy też w procesie twórczym – dialektyka nieświadomej inspiracji i świadomej obróbki tworzywa, które wychynęło z głębi nieświadomości.

IO: Jak postępuje proces indywiduacji i jaki ma to wpływ na człowieka i jego twórczość?

MP: Proces indywiduacji jest procesem par excellence twórczym. To proces tworzenia zintegrowanej osobowości , w ramach której obejmujemy swoje jasne i ciemne strony, stając się pełnym człowiekiem. Trudno tu opisywać fenomenologię tego procesu, który według Junga rozgrywa się w obrazach, w sposób wyczerpujący. Mogę tylko powiedzieć, że dzięki niemu dochodzi do wypracowania, by tak rzec, płynnej współpracy pomiędzy świadomością a nieświadomością. A to jest podstawowy warunek wszelkiego tworzenia. Świadomość nie jest twórcza, jest organem selekcji, wąską szczeliną, przez którą patrzymy na świat. Tworzywem sztuki jest wszystko, co przychodzi spoza świadomości. Być twórczym to otworzyć się na nieświadome wpływy, przyjąć do własnej świadomości ową falę energii, która płynie spoza nas i nadać jej indywidualny kształt.

IO: Czy to oznacza, że natchnienie zawsze przychodzi z nieświadomości? Czyli to, co uświadomione to to, co racjonalne, zmierzone, zważone i skategoryzowane (na tym paradygmacie opiera się większość systemów społecznych i wartości materialnych)? Przy czym okazuje się, że twórczość, jest wynikiem wypływających z nieświadomości obrazów z przeszłości, z wiedzy empirycznej naszych przodków, oraz wszystkich transcendentnych doświadczeń, łącznie z wyobrażeniami boskości, tajemnicy oraz wszelkiego rodzaju idei, takich jak miłość, wolność, dobro czy piękno.

MP: Tak, źródło natchnienia zawsze pochodzi spoza świadomości. Świadomość jest, jak już wspomniałem raczej filtrem, który służy do selekcjonowania bodźców dochodzących do nas zarówno z otoczenia, jak i z naszego mózgu. Selekcja ta ma służyć przetrwaniu. Tymczasem twórczość, sztuka jest czymś więcej, jest tworzywem naszego człowieczeństwa – bo jesteśmy homo ludens. Gdy Huizinga formułował ową tezę, nie wiedział, że nasz mózg jest niesamowicie autoerotyczny – głównie zajmuje się sobą, igra ze sobą, czego najlepszy wyraz znajdujemy w naszych snach i fantazjach na jawie. I z tych źródeł czerpiemy obficie w tworzeniu.

powrot do korzeni 04

Amanda Koelman, Universal Mother, foto collage and watercolor, A4, 2013

IO: Czy przeżywanie transcendencji jest konieczne dla prowadzenia zdrowego życia psychicznego?

MP: O, to ciekawe pytanie :). Z jednej strony, bowiem to życie takim, jakie je znamy, jest wszystkim, co jest nam znane. Ale z drugiej strony niezwykłe przeżycia – mistyczne czy psychodeliczne – odsłaniają przed nami „drugą stronę życia”, przeżywaną jako rzeczywistość przekraczająca zwykły tok doświadczenia. Osoby przeżywające takie doświadczenia uznają, że takie stany to przeżycia innej – bardziej realnej – rzeczywistości. Doświadczenia owe – Maslow nazywał je doświadczeniami szczytowymi – są zarodkami integracji naszego życia w sensowną całość. Okazuje się zatem, że osadzenie w uzgodnionym świecie, zwanym realnym światem, nie wystarcza do prowadzenia „zdrowego życia”. Sama adaptacja nie wystarcza – by żyć musimy być twórczy, odkrywać nowe formy, by płynąć wraz z heraklitejską rzeką życia. Aby to osiągnąć konieczny jest jednak jakiś transcendentny punkt odniesienia, dzięki któremu przeżywamy naszą indywidualność, jako stanowiącą układ odniesienia do tego wszystkiego, co nam się w tym uzgodnionym świecie przytrafia. Jeżeli tego punktu nie mamy, rozpłyniemy się w płynnym chaosie życia. I to jest podstawa utrzymania zdrowia psychicznego – cokolwiek by te słowa nie znaczyły, gdyż bez wątpienia człowiek dysponujący takim transcendentnym układem odniesienia może być postrzegany przez innych jako dziwak i ekscentryk!

IO: Dokładnie takiej łatki obawiają się ci, którzy mają owe momenty mistyczne. Z jednej strony dla naszego dobra i zdrowia koniecznym jest przeżywanie owych transcendentnych stanów, integrujących nas z wszechświatem, nadających życiu jednostki głęboki egzystencjalny sens, a z drugiej społecznie jest to negowane i nieakceptowane. A przecież, przez bardzo długi okres, to właśnie mitologia i religia balansowała ów dualizm pokazując, iż jesteśmy w dwóch stanach jednocześnie: i jednością, i indywidualnością. Obecnie przy tak ogromnym naporze racjonalizmu i materializmu, zupełnie zanika pole działania mistycyzmu wprowadzającego w życie szereg symboli, znaczeń, rytuałów i przede wszystkim wiary, potrzebnych do zharmonizowania naszych potrzeb.

MP: Uznawanie człowieka za istotę racjonalną to myślenie życzeniowe. Tym, co stanowi o naszej wartości jest nie rozum, ale niesamowita różnorodność sposobów doświadczania życia. Niestety, żyjemy w świecie, który wymaga od człowieka czysto instrumentalnej racjonalności, a jego samego ogranicza do roli producenta i konsumenta. Być może jedyna wartością naszej cywilizacji jest to, że dotąd nie było żadnej tak wyzutej z sensu, mistyki i transcendencji. Może Nietzsche miał rację i jesteśmy właśnie w czarnej dupie nihilizmu?

IO: Mam nadzieję, że jednak Nietzsche się mylił. Współczesna nauka nadal bada istnienie Boga, choć jak stwierdził Stephen Hawking, nie był on potrzebny przy powstaniu Wszechświata w momencie Wielkiego Wybuchu... Zastanawia mnie jednak, czy tego rodzaju sprzeczność mocno nas nie wykoleja? Coraz mniej ludzi wierzy w dogmaty wiary, w cuda, w magię przeistaczania się materii. By udowodnić paradoksy życia i zjawiska paranormalne używa się zawiłego języka naukowego, przy czym fizyka kwantowa, tak jak i osiągnięcia Junga czy nawet naturoterapia, nadal nie znajdują uznania wśród tradycyjnych naukowo-akademickich kręgach. Czy zatem grozi ludzkości choroba psychiczna wynikająca z nieumiejętności wypełnienia naszej naturalnej potrzeby przeżywania sacrum?

MP: Czy grozi nam taka zbiorowa psychoza? Myślę, że spora część ludzkości już jest pod jej wpływem. Współczesna cywilizacja traktuje świat jako zbiornik zasobów, które należy przetworzyć w rozmaite gadżety. A życie jest pojmowane jako proces ich konsumowania. Czy jest w nim zatem miejsce na piękno i tajemnicę? Na indywidualne poszukiwanie transcendencji? Rozwój nauki i techniki odczarował nasz świat, spłaszczył go do jednego tylko wymiaru – materialnego. Używając języka Junga – nie możemy dziś już przeżywać świata w jego archetypowym wymiarze, osoby odczuwające inaczej są leczone...

IO: Hmmm.... To raczej smutna wizja. Dostrzegam jednak bardziej holistyczne działania na polach naukowych (wciąż opracowuje się M-teorię i Teorię Wszystkiego), edukacja też ma swoje alternatywy (szkoły waldorfskie czy Montessori), choć to głównie polityka i gospodarka tworzą i napędzają ów jednowymiarowy obraz świata...

MP: Opisuję główne trendy naszej cywilizacji. A jak dobrze wiadomo, to, co może być dla niej ratunkiem na pewno jest już obecne, lecz jest przez mainstream odrzucane. Może we wspomnianych przez Ciebie sferach tkwi zalążek przyszłości? Zobaczymy. Ważna jest także sztuka wypływająca z kontaktu z nieświadomym, archetypowym podłożem naszej psychiki, obecna, acz jakże niszowa jeszcze – czy ona nie mogłaby być jednym z czynników doprowadzających do zmiany owej smutnej wizji?

IO: W takim razie artyści wszystkich krajów, łączcie się w owej misji! Fenomenem ewolucyjnym jest wykształcenie się świadomości, odrywające nas od poczucia zbiorowości i jedności z otoczeniem (notabene, obecnie ów archaiczny stan umysłu jest właśnie nazywany przeżyciem mistycznym). A jakie są obecne prognozy rozwoju naszej psychiki?

MP: Ewolucja ludzkiej świadomości od samych jej początków aż do współczesności to fascynujący temat. Rzeczywiście, zmiany zachodzące w strukturze świadomości człowieka szły w kierunku jej coraz większej autonomii. W czasach nowożytnych proces ten osiągnął swoiste apogeum, gdy Kartezjusz ogłosił, że świadomość do swego istnienia nie potrzebuje niczego poza samą sobą i sama dla siebie jest źródłem prawdy. Kolejne stulecia tylko pogłębiały pychę świadomości. Oderwaliśmy się od korzeni. Psychologię Junga można traktować jako jeden z wielu sposobów przywrócenia świadomości jej korzeni. By mogła się ona dalej rozwijać, musi jednak najpierw powrócić do tego, o czym zapomniała, co wyparła i odrzuciła. Doświadczenie indywiduacji to powrót do poczucia zbiorowości, zintegrowanie treści związanych z archetypami. Doświadczamy archaicznych stanów świadomości, by o nich nie zapominać. Rozwój świadomości sięga jednak w przyszłość. Można powiedzieć, że cofamy się, przeżywamy doświadczenia zapisane w zbiorowej pamięci ludzkości, by potem dalej sięgnąć we własnym rozwoju. I tu widzimy rolę osób twórczych. Są one źródłem nowym sposobów postrzegania rzeczywistości, w swych dziełach antycypują przyszłe kierunki rozwoju ludzkości. Można sobie postawić pytanie o to, dokąd dotrzemy?

 

Anna Sieńkowska, Nieskończoność i Drzewo, 50x40cm, tempera, ekolina, 2013

IO: Czyżby transhumanizm i androgyniczność?

MP: O nie! Transhumanizm to wizja stricte technologiczna, która zakłada ekstrahowanie z całości ludzkiej psychiki tylko jej intelektu i jego ekspansję w kosmos (przynajmniej tak twierdzi jeden z jej propagatorów, Ray Kurzweil). Androgyniczność natomiast jest ideałem psychicznym oczywiście, nie fizycznym. W wymiarze praktycznym – według Junga – oznacza ona przecież zdolność kobiet i mężczyzn do wzajemnego porozumienia.

IO: Pozostaje nam zatem wierzyć, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Dziękuję za rozmowę!

 

*Mirosław Piróg- pracownik naukowy Instytutu Filozofii Uniwersytetu Śląskiego. Studiował fizykę teoretyczną oraz filozofię na Uniwersytecie Śląskim. Od ponad 25 lat zajmuje się psychologią głębi Carla Gustava Junga, a zwłaszcza problematyką symbolu i doświadczenia religijnego. Prowadzi wykłady i seminaria ukazujące powiązania pomiędzy współczesną nauką a starożytnymi tradycjami mądrościowymi. Dr hab., ur. 1964. Autor książek „Psyche i symbol” (Kraków, 1999), „Williama Jamesa filozofia doświadczenia religijnego” (Katowice, 2011), redaktor „Odcieni gnozy” (Katowice, 2007) oraz kilkudziesięciu artykułów. Członek rady naukowej pisma „Hermaion” (Warszawa), poświęconego badaniom nad zachodnią tradycją ezoteryczną. Stały współpracownik pisma „Albo-albo. Problemy psychologii i kultury” (Warszawa). Prezes Stowarzyszenia Rozwoju Myśli Filozoficznej „Eudaimonia”.