A Diary with Kaleidoscope Eyes

Publikacja monograficzna wydana przez Dutch Art Institute, 2010
Tekst: Marko Pasi
Design: Lidia Wilkosz.
Na publikację składa się reprodukcja w skali 1:1 tego obrazu Diary/ Pamiętnik

publikacja

 

A Diary with Kaleidoscope Eyes/ Pamiętnik z kalejdoskopowymi oczami

W swojej najgłębszej naturze, sztuka abstrakcyjna flirtowała z eksploracją duszy. Poprzez stochastyczny proces kreatywności, symboliczne kształty zdają się ujawniać i nastręczać swoją obecność wewnątrz, bądź poza świadomością artysty. Istnieje męska-solarna strona tej historii, jak również jej przeciwieństwo w postaci żeńskiej, nokturnalnej. Ta pierwsza forma może się pochwalić bogatą tradycją w postaci wnikliwych opisów i opowiadań, podczas gdy ta druga dopiero teraz ujawniła się z cienia.

W maju 1871 roku artystka i medium Georgiana Houghton otworzyła w New British Gallery na Old Bond Street w Londynie swoją wystawę spirytystycznych rysunków. Uznawała te prace jako wierne przedstawienie duchowej rzeczywistości, lecz to, co naprawdę robiła, nie do końca będąc tego świadomą, było stworzeniem zupełnie nowej formy sztuki. Podobny proces miał mieć miejsce trzydzieści lat później z następną kobietą – szwedzką spirytualistką i teozofem, Hilmą af Klint. Wcześniej sztuka abstrakcyjna została sformalizowana przez mężczyzn, którzy to poruszając się z postępem dziejów, uznawali ją za niezwykle innowacyjną formę przedstawiania wizualnej ekspresji; natomiast kobiety były już w stanie tworzyć ją w konsekwencji ich kreatywnych trajektorii. Biorąc pod uwagę ich osiągnięcia artystyczne, nie powinniśmy tracić zbyt wiele czasu badając dowody na ich kontakt z istotami duchowymi. Możemy natomiast wziąć pod uwagę fakt, iż jakiekolwiek byłoby tego źródło, kobiety takie jak Houghton czy af Klint stały się nośnikami energii duchowej, która porwała je poza ich świadome decyzje i plany. Najważniejszy jednak jest ukrywający się za tym proces psychologiczny, kończący się wyrażeniem głęboko osobistych obaw poprzez międzyludzkie formy symboliczne.


W Pamiętniku Izabeli Ołdak mamy do czynienia z podobnym procesem destylacji codziennych wrażeń, które nie tworzą linearnej “opowieści” w takiej postaci, w jakiej miałoby to miejsce w normalnych pamiętnikach, lecz raczej oferuje jednoczesną obecność symbolicznych etapów w podróży przez siebie samego. Są to zorganizowane i przemyślane formy monochromatyczne na dużym płótnie. Wzory, które przypominają jakby psychodeliczne, fraktalne obrazy ery lat 60. Byłoby trudnym nie spostrzec w pracach Ołdak tej samej ambiwalencji, którą cechowała się sztuka psychodeliczna. Z jednej strony obrazy mogą być rezultatem poszukiwań samego siebie przez artystkę. Z drugiej strony dają one widzowi wspomaganie w medytacji i narzędzie do dalszej zachęty w poszukiwaniach. Spojrzenie to może być łatwo utracone czy zamazane przez labirynty linii i kształtów, horror vacui, który nastawia myśli na wysublimowaną percepcję symboli uzupełniających białą przestrzeń. Jaka jest funkcja tych symboli? Dla Carla G. Junga symbole były kluczem do zrozumienia psychologicznego procesu integracji, który nazywa “indywiduacją”. Proces ten jest nieodzowny gdy jedność swojego “ja” została utracona. Symbole pomagają odzyskać porządek w świecie, który czasami jest postrzegany jako podzielony i chaotyczny. Oferują one perswazyjną wartość pełną treści, która przenika każdego osobnika i która jest najbardziej podstawową formą aspirującą do uniwersalności.

Byłoby chyba zadaniem nieproduktywnym identyfikowanie różnorodnych części, które tworzą w Pamiętniku ową sieć symboli pośród bardziej podstawowych form, przypominających rozwój roślin i natury można znaleźć różne rodzaje krzyży, spirali, pentagramów, fallusów, czaszek, Oczu Horusa i egipski symbol Ankh. Strefa sacrum obcuje tu z polityką i erotyką. Istnieją tam również bardziej skomplikowane obrazy, takie jak orzeł, czy lew. Te dwa tradycyjne emblematy ojczyzny, z której artystka pochodzi i kraju w którym obecnie mieszka, nachodzą na siebie i ukazują, czasami w zidealizowanej postaci, osobiste doświadczenia polskiej artystki żyjącej w Holandii. I może to nie jest przypadek, że czerwony i biały – kolory tej pracy – są również barwami narodowymi Polski. Potrzeba przynależności i chęci bycia częścią większej całości, która nas ukształtowała, i którą to w zamian również przekształcamy, jest pewną siebie ripostą na strach przed standardyzacją i odczłowieczeniem, które trawią i nawiedzają postnowoczesne społeczeństwa. Być może nieoczekiwanie, w kontekście takim jak współczesna sztuka i w rozprawie często nasączonej retoryką ciągłej innowacji pełnej indywidualności i oryginalności, proces ten może doprowadzić do przewartościowania “tradycji” – tego kolektywnego rezerwuaru kultury, wartości i dzielonych przez wszystkich pojęć.


Lecz oprócz tego, Ołdak z pewnością nie jest osamotniona w tej fascynacji językiem symboliki i poszukiwaniami wewnątrz siebie. Ten trend jest tematem wielu współczesnych badań, których zadaniem jest reaktywacja przenikających się kategorii w ramach dynamicznej, a czasami wręcz agresywnej przestrzeni sztuki współczesnej. Może właśnie z powodu swej smutnej i tragicznej historii, Polska zdaje się z łatwością tworzyć artystów zafascynowanych wizjonerskością, ekstatyką, symboliką i ezoteryką, którzy korzystają ze swych prac w celu wwiercania się w głębiny psychiki ludzkiej osobowości. Czasami kierowało ich to w stronę ponownego wprowadzenia nieoczekiwanych form sakralności w przestrzenie od dawna z niej odarte, a które z tegoż właśnie powodu najbardziej jej potrzebują. Polscy artyści tacy jak Paweł Althamer, Goshka Macuga czy Maria Loboda pokazują w różnej postaci te właśnie zainteresowania i pasje. Izabela
Ołdak podziela ich troski o dalsze poznanie znanych już form i przyjętych limitów ludzkiego doświadczenia, poszukując wyższych poziomów poznania. Niektóre z jej prac, jak na przykład Reminiscence (2009) żywo przypominający Pamiętnik poświadczają powyżej opisany proces. Używając własnych snów jako inspiracji, artystka pokrywa podłogę pustego mieszkania usypanymi wzorami czerwonych linii, formując organiczną strukturę, która sprawia wrażenie życia własnym życiem. Interesującym aspektem jest to, że jej technika przypomina tą używaną przez tybetańskich mnichów buddyjskich zajmujących się tworzeniem mandali poprzez ostrożne sypanie kolorowego piasku wedle pewnego predefiniowanego modelu. Jednakże w Reminiscence, zupełnie tak samo jak w Pamiętniku, nie ma żadnego takiego zarysu. Plan jest tworzony spontanicznie bezpośrednio przez najgłębsze sektory osobowości i psyche artystki. W innej pracy, Hope (2009), Izabela jeszcze bardziej eksploruje model tradycyjnej tybetańskiej mandali, którą to maluje kolorowym piaskiem w przestrzeni publicznej miasta. W tej pracy jeszcze bardziej ewidentnym staje się fakt, jak łatwo sztuka przepoczwarza się w rytualny, inicjacyjny ruch, nawet jeśli jej “duchowa” bądź “religijna” wartość pozostaje problematyczna. Tym ruchem i wraz z wewnętrzną dialektyką zniszczenia/tworzenia, sztuka kontynuuje tradycję wypełniania roli jaką wyznaczyły jej klasyczne instytucje, lecz jednocześnie nie traci swojej ważności wśród umysłów zlaicyzowanego społeczeństwa.

Marco Pasi
Tłumaczenie: Maciej Jędrzejczyk, Michał Nowak

Pamiętnik
 
 
 
Powered by Phoca Gallery